Temat: Zachwyty
Kurdeblaszka!
Strasznie romantycznie wymazujecie sie tym eletronicznym piorem - to prawie
pornografia:-)
az sie zaczalem zastanawiac dlaczego u mnie brak zachwytow. moze dlatego ze mi
rece wypadaja z zawiasow po wczorajszym przewaleniu calej kupy kompostu, a moze
dlatego ze wstalem rano by dokonczyc tu lejejak z cebra.
Nie znaczy to ze nie slysze zadnych odglosow natury.
Owszem juz o drugiej nad ranem jakies czarne ptaszysko z zoltym dziobem zaczyna
swoje gwizdanie i budzi wszystkie inne ptaki a i przy okazji mnie przewraca z
boku na bok ale juz znalazlem na nie skuteczny sposob.
Wystawiam glosnik na parapet okna wkladam CD z nagraniem ptasich koncertow i
po kilku minutach wszystkie ptaszyska odlatuja albo strosza piora i siedza
osowiale...a ja moge dalej spac do czasu az z pobliskiego kosciala zaczna
swoje stukanie dzwony wybijajac "kiedy ranne wstaja zorze".
Na nie znajde tez jakis sposob:-)))
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,309,6128064,6128064,Zachwyty.html



Temat: dobry początek dnia?
Kurde Pulsarkowy :) niedawno czytałam o takim wstawaniu w pismie, które na
pozór nazywa się głupkowato bo "wróżka" ale tresci samo w sobie ma bardzo
sensowne i piszą coś takiego: "Ten co na prawdę umie zyć, zaczyna dzień od
uśmiechu. jeśli po rannym przebudzeniu zapominasz o usmiechu, możesz na suficie
nad łóżkiem czy też na oknie zawiesić gałązke, listek, mały obrazek lub kilka
inspirujacych słów, na które padnie Twój wzrok, kiedy rano otworzysz oczy. Z
czasem uśmiechanie Ci tak wejdzie w krew, że bedziesz się weselić na odgłos
śpiewu ptaków, na widok światła słonecznego sączoącego się przez okno w pokoju.
uśmiech pomoże Ci wkroczyć w dzień łagodnie i spokojnie." Thich Nhat Hanha

Chcialabym to umieć na razie wstaje a raczej zwlekam się z łóżka i co dzien to
samo, śniadanie, mycie, kanapki do pracy itp. nie zastanawiam sie nad niczym,
wszystko robie automatycznie... Nie sprawia mi to radości a przecież wiem, że
mogloby być inaczej :)

Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,39724,45357149,45357149,dobry_poczatek_dnia_.html


Temat: Odkurzcie swoje wspomnienia z dziecinnych lat
Moje dzieciństwo to ...spotkania z piękną ...naturą
u Babci i Dziadka :)
Beztroskie zabawy na kwiecistej łące ..... zapach sian... złociste pola w czasie
żniw..... kolorowe motyle.... wieczorne rechotanie żab.
Nie ma już takich zapachów i takich odgłosów, a ja tak bardzo do tego tęsknie.
Najmilsze było ranne budzenie ...śpiew ptaków i śpiew ..Babci ..:):)
Pozdrawiam:)

Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,45,69521905,69521905,Odkurzcie_swoje_wspomnienia_z_dziecinnych_lat.html


Temat: Poranek
Witam!

Poranek

Jeszcze mrok panuje wszędzie...
Głos puszczyka w dali słychać.
Zapach lasu dookoła...
Zdrowo tutaj jest oddychać !

Ja wędruję szybko pieszo.
Kazio kręci na rowerze.
Ach Kochani, czy Wy wiecie,
jak przyjemnie na spacerze ?

Oto wreszcie czuję zapach,
całkiem inny od leśnego.
Czas więc zatem już najwyższy
grać Kaziowi z siadanego.

Ja przemykam poprzez krzaki,
niczym rączy, zwinny jeleń,
a Kazika szarpie, drapie,
przecudowna Wilgi zieleń.

Mrok zaczyna się przerzedzać,
Ptaków trele słychać w koło
I sapanie towarzysza .
- Ludzie jak mi jest wesoło!

By nie tracić chwili czasu,
wędkę swoją już rozkładam,
i cichutko, na paluszkach,
do zatoczki się podkradam.

Miękki zamach ponad głową
i przynęta pluska w wodę.
Kazia pomruk słyszę w dali
trafił znów w jakąś przeszkodę.

Spławik ruszył się, pochylił
i podąża na głębinę.
Kazio z krzaków się wychylił -
nie za tęgą ma on minę !

Ja już w ręku trzymam wędkę
i zacinam płynnym ruchem.
Kazio w trawie się położył,
dziwnie tak, do góry brzuchem!

Opór lekki już poczułem,
Chcę więc żyłkę szybko skręcać.
A z daleka Kazia słyszę
jak zaczyna głośno stękać.

Szpic się przygiął, wyprostował.
Trudno, tak też w życiu bywa,
a w oddali głos Kazika
w ten to sposób się odzywa:

Daj mi płatków na przynętę,
To spróbuję pod tym krzakiem.
Tu żeruje gruba ryba -
mówię prawdę -Kazik jakem !

Jasno się zrobiło w koło,
Przycichł odgłos ptasich treli,
a i brania znikły nagle.
Mówiąc jaśniej - diabli wzięli.

Piąta, szósta już minęła
czas nam bardzo szybko leci,
a w oddali - sandacz, szczupak,
daje ranny kabarecik.

Kazio wzdycha, ja wtóruję.
Łódź posiadać i żywczyka,
a skończyła by się w końcu
ich poranna gimnastyka !

Czas się zbierać, siódma blisko
do ośrodka długa droga.
Więc zwijamy się szybciutko
i ruszamy w imię Boga !

Andrzej


Źródło: topranking.pl/1516/70,poranek.php


Temat: !!! ranne ptaszki !!!
Ok doomi. Widzę, że Ci brakuje mocnych wrażeń.

RANNY SZPAK I KOCINA.
Był wczesnojesienny poranek. Siedziałam sobie (ja, majka) w wygodnym bujanym fotelu, w ciepłych
bamboszach. Popijając gorącą czekoladę robiłam na drutach słodkie różowe buciki dla prawuczki. Nic
nie zapowiadało tragedii.
Cieszyłam się pięknym porannym słońcem, ciszą przerywaną jedynie śpiewem ptaków. Nagle jeden z
ptasich odgłosów zaczął się wyróżniać spośród innych. Był coraz głośniejszy i coraz bardziej wyraźny.
Po krótkiej chwili miałam wrażenie, że stado ptaków wlatuje do domu przez otwarty taras. Odwróciłam
się w stronę już przeraźliwego jazgotu i zobaczyłam tylko... naszą małą Kocinę wbiegającą do domu.
Wbiegała dokładnie razem z tym jazgotem. Prędzej niż zobaczyłam - domyśliłm się, co się dzieje.
Wrzasnęłam na Kocinę, a on spojrzał na mnie i przerażony uciekł po schodach na górę. Zostawiając
pod schodami źródło jazgotu, które już ucichło.
Szpaczek leżał w kałuży krwi i czegoś czarnego. Nie dawał znaku życia. Co robić? Różne pomysły
przychodziły mi do głowy. Sztuczne oddychanie? Weterynarz? Od razu zakopać? Małe serduszko już nie
bilo w piersiątkach rannego ptaszyny. Oczka zaszły mgłą. Co robić? CO ROBIĆ? Biegaliśmy z mężem po
domu w nerwach nie znajdując odpowiedzi na to pytanie.
Gdy po pewnej chwili podeszliśmy znowu do niego - zobaczyliśmy tam tylko kałużę. Ptaszka nie było.
Pies? Kot? Kto ukradł rannego ptaszka!!!??? Rozpoczęliśmy poszukiwania. Znależliśmy biedaka parę
metrów dalej pod kwiatkami. ŻYŁ!!!!!
Potem to już tylko poleciał do okna, które było bardzo wysoko i w nie uparcie wlatywał, przystawiliśmy
drabinę, otworzyliśmy okno, ptaszek wyleciał. I K O N I E C.

Mam jeszcze parę historyjek w zanadrzu - ranna wiewiórka (nawet dwie różne), ranne karasie (to te z
dziurą w gardle i porozrywanymi trzewiami). Ale teraz kolej na kogoś innego

Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,19980,36236131,36236131,_ranne_ptaszki_.html


Temat: Dziewczęta.


Masz rację, że to Skurcze a nie Kurcza! :-)

| Ośrodek nasz znajdował się naprzeciw skansenu. Może i Ty sobie
przypomnisz
| ten dziki krajobraz :-)

Tam jest przepięknie. A jeziorko niezwykle urokliwe... mówisz o Czarnym
Stawku,
czy jakoś tak?

Dziękuję za wiersz Andrzeju. A wiesz, że kiedy jakieś 5 lat temu
zaczynałem
pisać, to jednym z pierwszych wierszy był właśnie poniższy obrazek
widziany na wysokim brzegu Wisły koło Wilgi?
Może to właśnie Ty na nim jesteś... kto to wie? :-)

    Ze skarpy upadł dąb.
    Pęcznieje chłonąc wodę
    w powolnym zapominaniu,
    że kiedyś pijał zorze.

    Na nim wędkarz przysiadł
    papierosa o pień zdławił
    przepastnym kapeluszem
    myśli przykrył

    tylko
    wędkę zastawił
    i też usnął.
    Może
    pod konarami
    taaaka ryba
    wśród lat się przeciągnie
    mieniącą łuską?

    A rzeka szemrząc
    piaszczyste brzegi
    zaciera mgłami
    i topi w wirach gwiazdy
    - wiosenne marzanny.


Wiersz Twój przepiękny. Kocham pisać i czytać wiersze na ten temat. :-))
"Czarny Stawek" to chyba to pierwsze przy przeprawie. Dalej jest "Morskie
Oko".
Czy nie śliczne to nasze Mazowsze. Dalej idąc Polska....   :-) I jak nie
pokochać tego kraju? Jeszcze jeden wiersz przesyłam z tamtego okresu.
Opisuję Wisłę znajdującą się po lewej stronie od Morskiego Oka. :-)
Byłem, widziałem, pokochałem. :-)
Pozdrawiam!
Andrzej.

Poranek

Jeszcze mrok panuje wszędzie....
Głos puszczyka w dali słychać.
Zapach lasu dookoła...
Zdrowo tutaj jest oddychać !

Ja wędruję szybko pieszo.
Kazio kręci na rowerze.
Ach Kochani, czy wy wiecie,
jak przyjemnie na spacerze ?

Oto wreszcie czuję zapach,
całkiem inny od leśnego.
Czas więc zatem już najwyższy
grać Kaziowi z siadanego.

Ja przemykam poprzez krzaki,
niczym rączy, zwinny jeleń
a Kazika szarpie, drapie,
przecudowna Wilgi zieleń.

Mrok zaczyna się przerzedzać.
Ptaków trele słychać w koło
i sapanie towarzysza .
- Ludzie jak mi jest wesoło!

By nie tracić chwili czasu,
wędkę swoją już rozkładam,
i cichutko, na paluszkach,
do zatoczki się podkradam.

Miękki zamach ponad głową
i przynęta pluska w wodę.
Kazia pomruk słyszę w dali
trafił znów w jakąś przeszkodę.

Spławik ruszył się, pochylił
i podąża na głębinę.
Kazio z krzaków się wychylił -
nie za tęgą ma on minę.

Ja już w ręku trzymam wędkę
i zacinam płynnym ruchem.
Kazio w trawie się położył,
dziwnie tak, do góry brzuchem!

Opór lekki już poczułem,
Chcę więc żyłkę szybko skręcać
a z daleka Kazia słyszę
jak zaczyna głośno stękać.

Szpic się przygiął, wyprostował.
Trudno, tak też w życiu bywa,
a w oddali głos Kazika
w ten to sposób się odzywa:

Daj mi płatków na przynętę,
To spróbuję pod tym krzakiem.
Tu żeruje gruba ryba -
mówię prawdę -Kazik jakem !

Jasno się zrobiło w koło,
Przycichł odgłos ptasich treli,
a i brania znikły nagle.
Mówiąc jaśniej - diabli wzięli.

Piąta, szósta już minęła
czas nam bardzo szybko leci,
a w oddali - sandacz, szczupak,
daje ranny kabarecik.

Kazio wzdycha, ja wtóruję.
Łódź posiadać i żywczyka,
a skończyła by się w końcu
ich poranna gimnastyka !

Czas się zbierać, siódma blisko
do ośrodka długa droga.
Więc zwijamy się szybciutko
i ruszamy w imię Boga !

Andrzej.


Źródło: topranking.pl/1509/dziewczeta.php


Temat: Dziewczęta.


Poranek

Jeszcze mrok panuje wszędzie....
Głos puszczyka w dali słychać.
Zapach lasu dookoła...
Zdrowo tutaj jest oddychać !

Ja wędruję szybko pieszo.
Kazio kręci na rowerze.
Ach Kochani, czy wy wiecie,
jak przyjemnie na spacerze ?

Oto wreszcie czuję zapach,
całkiem inny od leśnego.
Czas więc zatem już najwyższy
grać Kaziowi z siadanego.

Ja przemykam poprzez krzaki,
niczym rączy, zwinny jeleń
a Kazika szarpie, drapie,
przecudowna Wilgi zieleń.

Mrok zaczyna się przerzedzać.
Ptaków trele słychać w koło
i sapanie towarzysza .
- Ludzie jak mi jest wesoło!

By nie tracić chwili czasu,
wędkę swoją już rozkładam,
i cichutko, na paluszkach,
do zatoczki się podkradam.

Miękki zamach ponad głową
i przynęta pluska w wodę.
Kazia pomruk słyszę w dali
trafił znów w jakąś przeszkodę.

Spławik ruszył się, pochylił
i podąża na głębinę.
Kazio z krzaków się wychylił -
nie za tęgą ma on minę.

Ja już w ręku trzymam wędkę
i zacinam płynnym ruchem.
Kazio w trawie się położył,
dziwnie tak, do góry brzuchem!

Opór lekki już poczułem,
Chcę więc żyłkę szybko skręcać
a z daleka Kazia słyszę
jak zaczyna głośno stękać.

Szpic się przygiął, wyprostował.
Trudno, tak też w życiu bywa,
a w oddali głos Kazika
w ten to sposób się odzywa:

Daj mi płatków na przynętę,
To spróbuję pod tym krzakiem.
Tu żeruje gruba ryba -
mówię prawdę -Kazik jakem !

Jasno się zrobiło w koło,
Przycichł odgłos ptasich treli,
a i brania znikły nagle.
Mówiąc jaśniej - diabli wzięli.

Piąta, szósta już minęła
czas nam bardzo szybko leci,
a w oddali - sandacz, szczupak,
daje ranny kabarecik.

Kazio wzdycha, ja wtóruję.
Łódź posiadać i żywczyka,
a skończyła by się w końcu
ich poranna gimnastyka !

Czas się zbierać, siódma blisko
do ośrodka długa droga.
Więc zwijamy się szybciutko
i ruszamy w imię Boga !

Andrzej.


Poranek jak marzenie :-) Dziękuję Andrzeju, bo ten za oknem
był dziś chłodny jak twarz na której zabrakło nam nagle miłości.
Wracając do Skurczy, to kiedy będac w niej piliśmy piwo
przysiadł się do nas starszy tubylec aby pozamieniać
swoje przeróżne opowiesci na nasze pełne kufle.
Jednej z nich nie zapomnę do końca życia. Opowiadał jak przed
laty, niedaleko stąd, pewien mężczyzna uratował jednego z tonących
chłopców, mieszkańców wioski. Sam wraz z drugim utonął na oczach
swojej narzeczonej. Z tego ocalonego chłopaka wyrósł zbój który
nie wahał się podniesć ręki na własnych rodziców, rabował sklepy
az wreszcie kogoś zabił i dostał 25 lat. Nie wiem, ile w tym wszystkim
było prawdy ale wtedy piwo szumiało nam w młodych głowach
i wszystko braliśmy za dobrą monetę. Kiedy zaczynałem pisać,
oprócz dębu który kiedyś spijał zorze, napisałem także "Historię prawdziwą".
Pozwól, że ją przypomnę:

    Umrzeć, życie w połowie zostawić
    list, od którego zależeć wszystko miało,
    wieczorne spotkanie z ukochaną wreszcie
    na którą całe to życie czekało

    Nagle do rzeki nie myśląc wskoczyć
    bo się zachciało tędy! wybrać drogę
    dziecko tonące do łodzi podsadzić
    nim wir ostatni własną skryje głowę

    Niesiony prądem krążyć pod brzegami
    gdy ona na brzegu tam czeka, kochana
    aż wreszcie westchnie, wróci do domu
    i może z innym umówi się z rana

    A potem myśleć patrząc po latach
    czy warto było dla tego człowieka
    co z sali skuty wychodzi w kajdanach
    kochaną zostawić, co jednak wciąż czeka:

    ach, gdybym nigdy nie wracał tamtędy!
    lub tylko gapił się z brzegu jak inni
    gdy porwają go ciemne odmęty...

    - To ja  jestem wszystkich jego zbrodni winny
    a tobie kochana... życie jestem winny


Źródło: topranking.pl/1509/dziewczeta.php


Temat: Ogród, ro?liny i wszelkie inne żyjątka
Panie Jerzy
Dziękuję, dziękuję, dziękuję
Od razu powiało pasją. W zasadzie jak dla mnie nie musiał Pan pisać, że można pytać i o żyjątka - wystarczyło przeczytać resztę
Ale czyżby z moich pytań o kazarki, kobuza, dokarmianie is przątanie budek lęgowych, a także o rannego borsuka powiało niechęcią do naturalnej przyrody, która mnie otacza? Jeżeli tak to Pan odczytał to to jest nieporozumienie
Odkąd mieszkam w "chacie za wsią" (konkretnie przed)po prostu nie wyobrażam sobie życia bez tego wszystkiego, na co jako mieszczuch nie zwracałam uwagi, ba nawet niewiedziałam, że tyle naturalnego piękna jest na wyciągnięcie ręki.
Przez okrągły rok z pasją i zachwytem podglądam ptaki, zwierzaki, ro?linki i owady. Zabrzmi absurdalnie, ale nawet ogród w dużym stopniu dostosowali?my razem z mężem do potrzeb wła?ciwych mieszkańców.
Cieszy mnie każda spotkana w oczku wodnym żaba, każda ropucha w ogrodzie, zaskroniec pod beczką na wodę,
Bacznie obserwuję wszystkie ptaki i prawidłowo?ci ich zalatywania do mojego na wpół dzikiego ogrodu.Cieszą mnie wszystkie: wróble, mazurki, pliszki i pleszki , kopciuszki, sikorki, zięby, szpaki (które w upierzeniu godowym są piękne), kosy, szczygły, sroki, kruki, gąsiorki, pustułki i myszołowy.
W zimie, w czasie mrozów i innych bardzo ciężkich warunków regularnie dokarmiam moich ptasich przyjaciół z ogrodu i okolic. Ileż rado?ci dają tęczowe barwy trznadli, dzwońców, jerów, zięb, wróbli oczywi?cie, conajmniej trzech rodzaji sikorek, a ostatniej zimy rudzików. Czasem nadlatują sroki i trochę towarzystwo uspokajają. Rzeczywi?cie raz nieopodal karmnika widziałam srokosza, ale "maluchy" dały radę'.
Na wiosnę, oprócz barw, zachwycają ?piewem. Nie wiedziałam, że pan sikor tak przepięknie wabi swoją panią.
Lato to pora nauki fruwania dla ptasich dzieci, okres nalotów całych watah szpaków na morwy w ogrodzie i wieczorne kłótnie o miejsca do spania.
Jesień kojarzy mi się odgłosem przelatujących gdzie? bardzo wysoko dzikich gęsi.
Owszem w obej?ciu jest i kotek pieszczotek, ale dostęp do karmnika ma odgrodzony. Jest tak zadbany i wypieszczony, że poprostu nawet mu się nie chce polować.
A wszystko to w miejscu , które zawsze wydawało mi się bardzo skażone ze względu na przemysł (Dolnu ?ląs, Zaglębie Miedziowe)
Albo rado?ć z odwiedzin lisa, choćby w kórniku (nie moim, dla mnie hodowla kur okazała się zgubna, z wszystkim się skolegowałam), dzika w ogrodzie, Albo szczekanie koziołkoów pod lasem nieopodal. Co do w?ciklizny zdaję sobie sprawy, jakie stanowi zagrożenie, na szczę?cie w okręgu tym już dawno nie stwierdzono przypdaku tej wstrętnej choroby, a dzikie zwięrzęta doyć regularnie są szczepione w odpowiedni sposób.
Co do borsuka - to potrącił go samochód, a ja daleka byłam od prób dotykania go czy brania na ręce. Mój dylemat na braku wiedzy kogo poprosić o pomoc. W końcu zawiadomiłam LOP w Legnicy. Kto? obiecał, że się tym zajmie. Jak wróciłam z pracy borsuka nie było, ale równie dobrze mógł się stoczyć do przydrożnego rowu, aby tam zdechnąć. Wcze?niej próbowałam rzeczywi?cie do weterynarza powiatowego, ale działałam po omacku.
Co do ogrodu od lat razem z mężem tworzymy jego dziki charakter. Posadzili?my tam m.in. brzozy, wierzby, derenie, leszczyny. Przyniosła sbie też trochę "złota" czyli nawłocie. Ja wspomniałam ro?nie tam 8 morw, jedna potężna lipa, trochę krzaków czarnego bzu, na którym pasą się ptaki w jesieni i inne.
Po latach prób i dziesiątek ro?lin, które nie były w stanie przetrwać w naszej ziemi , wiemy już, że nasze piaski - bardzo lekka, przepuszczalna ziemia, wymagają szczególnego doboru ro?lin. Gdyby Panmógł doradzić dobór takich drzew i krzewów, które poradzą sobie z tymi warunkami, a jednoczesnie sprawią "rado?ć" moim ptasim przyjaciołom.
My?lę, że zajęłam Panu już dostatecznie dużo czasu. Pozdrawiam serdecznie.
Z wyrazami szacunku - KAtula





Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,309,571885,571885,Ogrod_ro_liny_i_wszelkie_inne_zyj_tka.html





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  odgłosy rannych ptaków
Fiszki z lektury